niedziela, 3 stycznia 2016

Półmaraton Świętych Mikołajów!

Jest trzeci dzien Nowego Roku, a ja czuje ogromna potrzebe  napisania jeszcze o swoim pierwszym polmaratonie, choc mialam zrobic kilka dni po biegu, to sie nie udalo, ale lepiej pozno niz wcale. Teraz to juz wspomnienie, a nie relacja 'na goraco', ale taka tez bedzie dla mnie wazna za pare lat, gdy beda wspominac ten bieg. Historia miala miejsce 06.12 w Toruniu, podczas Festiwalu Biegow Swietych Mikolajow. Z tym polmaratonem bylo dziwnie o tyle, ze nigdy nie widzialam jako kibic biegu na takim dystansie, wiec bylam jeszcze bardziej podekscytowana. Zreszta dla kazdego biegacza debiut na 21,097 km brzmi pewnie rownie ekscytujaco co dla mnie. Bardzo chcialam przebiec w tym roku polmaraton, a gdy dowiedzialam sie, ze jest taki specyficzny i ciekawy Mikolajkowy bieg, na dodatek w grudniu, czyli idealnie na zakonczenie roku, pomyslalam, ze to swietny moment na przezycie czegos nowego.

Moja historia z polmaratonem:

Pomysl pojawil sie juz po drugim, czy trzecim starcie na 10km, ale to nadal byla totalna abstrakcja, az po ostatnim biegu we wrzesniu, bylam juz zdecydowana i zdeterminowana, ze w grudniu zrobie ten polmaraton.W pazdzierniku pomyslalam, ze powinnam troche wiecej zaczac biegac, ale tak na prawde nie zwiekszylam treningow. Pare razy zrobilam dluzsze wybiegania, ale moglabym to zliczyc na palcach jednej reki, wiec najczesciej najdluzszym biegiem w tygodniu bylo jakies 10km i to nie zawsze. Caly czas jednak staralam sie biegac jak najwiecej, choc najczesciej zostawalam przy moich ulubionych treningowych pieciu kilometrach. Zreszta chyba zaden plan treningowy nie wchodzil w gre, bo jestem typem czlowieka, ktoremu najlepiej wychodzi to, czego nie planuje.


Wreszcie nadszedl weekend!

Tydzien przed polmaratonem byl dla mnie trudny i meczacy nie tylko biegowo, dlatego nie moglam sie doczekac, az wreszcie nadejdzie wyczekiwany weekend. Wszyscy smiali sie ze mnie kiedy mowilam, ze jade odpoczac i sie zresetowac po ciezkim tygodniu, ale to byla prawda, bo biegajac mozna na prawde odpoczac nawet przy tylu kilometrach. Do Torunia pojechalam dzien wczesniej i ku milemu zaskoczeniu juz w drodze spotkalam moja mentorke (yeah, I know that you are reading it :D) i musze przyznac, ze to w duzej mierze za jej zasluga zdecydowalam sie sprobowac swoich sil w polmaratonie, zreszta rowniez uslyszalam o tym biegu sporo fajnych rzeczy i bardzo nastawilam sie na ta impreze biegowa. Bardzo lubie Torun i McJunk przed biegiem jest juz tradycja, a o tradycje trzeba dbac! Poza tym pespektywa spedzenia jednego dnia wiecej z innymi, fajnymi biegaczami zawsze wygrywa, a tak bylo w Toruniu, bo mialam okazje poznac jeszcze innych biegaczy, Bastiana i jego uroczego psa - Jorde! I to byl moj pierwszy bieg w ktorym oprocz nas, biegaczy, udzial mogli wziac rowniez czworonozni przyjaciele i to jest bardzo fajna inicjatywa.  Dzien przed biegiem na torunskiej starowce mozna bylo dostrzec sporo biegaczy, niektorzy nawet wykorzystywali ten czas na ostatnia przebiezke, ale mi by to w zyciu do glowy nie przyszlo... :D
Zdecydowanie preferuje relaksacyjne spedzanie czasu przez biegiem, wiec jedynym ruchem bylo male zwiedzanie Starowki i odebranie pakietow. Przyjemnosci przyjemnosciami, ale trzeba bylo o rozsadnej godzinie polozyc sie spac, bo bieg byl o 11:00, a wiadomo, ze trzeba bylo wstac pare godzin wczesniej, bo sniadanie i sprawy organizacyjne. Ta noc minela mi ciezko, nie wiem, czy to przez to, ze w glowie juz pojawil sie polmaraton i zwiazane z nim podekscytowanie, czy po prostu zmiana miejsca i zwykly przypadek.

POLMARATON!

Nie pamietam, ale tego dnia pewnie wstalam gdzies okolo 7 rano i mimo, ze mam  zawsze duzy opor z jedzeniem o tej porze, to dzieki przeczytanym kilku biegowym artykulom, wiedzialam, ze sniadanie przed polmaraton jest strasznie wazne, wiec zrobilam co moglam, zebys choc troche zapelnic zoladek. Potem juz tylko przebranie sie i przyczepienie numeru startowego. Fajnie, ze wszyscy maja taki sam outfit; czerwone koszulki z mikolajem no i charakterystyczne czapeczki. Jorda byla chyba jedynym psem, ktory przywdzial rowniez koszulke z pakietu i jak zwykle wywolala swoja osoba spore zamieszanie. Coz, niektorzy maja w sobie tyle uroku, ze nie da sie przejsc obok nich obojetnie!;) Przed startem na dworze wydawalo sie byc chlodno, ale juz pojawialo sie powoli slonce. Chyba najbardziej nie lubie tego momentu podczas biegu, kiedy trzeba sie juz ustawic na starcie i czekac, az sie wszyscy rusza i az sie przekroczy linie startu. Jednak tutaj czas jakos szybciej mi minal i widok tylu biegnacych i usmiechnietych Mikolajow na raz byl imponujacy! Minelo kilka minut i wreszcie slysze odliczanie, 3..2..1.. Ruszamy. Oczywiscie nie wyobrazam sobie biegac bez muzyki, wiec szybko sie wylaczylam i zlapalam wlasny rytm. Na poczatku trasa wiodla oczywiscie przez starowke, a tam po bokach linii startowej dziesiatki fotoreporterow i dziesiatki kibicow, usmiechnietych kibicow. Biegacze tez byli usmiechnieci! Kompletnie nie myslalam o tym na jaki czas biec, nie zakladalam zadnego wyniku, chcialam biec po prostu na tyle ile potrafie, ale nie szalec od poczatku, zeby sie pozniej nie meczyc. W ten sposob oddalam sie czystej, niemozliwej do opisania rozkoszy z biegania. Zaczelam tempem cos ponad 6:00 i mysle, ze caly bieg bieglam w miare rowno, pare razy zeszlam kilka sekund ponizej, ale caly czas bylo lekko, fajnie i przyjemnie. Tylko niestety na poczatku kolka dala o sobie znac, ale staralam sie o tym nie myslec, mijam pierwsze 5km, lyk wody i biegne dalej, a o kolce juz nie pamietam. Kolejne kilometry mijaja rownie przyjemnie, na 9 km nawet troche przyspieszylam i konczac 10 km wiedzialam, ze zmiescilam sie w godzinie, wiec pomyslalam sobie, ze jest na prawde dobrze. Dlugi odcinek, ktory wiodl przez las byl swietny, ja uwielbiam biegac w towarzystwie natury, plus bylo ciekawie ze wzgledu na nierownosci i sporo piachu wszedzie. Po drodze minelam rowniez kilku biegaczy w oryginalnych przebraniach, milo widziec takich biegowych freakow! Bardzo pozytywnie minelo mi polowa biegu, az... az na okolo 12 kilometrze pojawil sie odcinek z kilkoma podbiegami i zbiegami naraz;  gdzies tam duza gorka, za chwile spory kawalek z gorki; no widzialam, ze co niektorzy mieli problem z utrzymaniem rownowagi :D Co prawda nie zatrzymalam sie ani razu, ale czulam, ze troche zwolnilam. To byl trudny odcinek i bardzo niespodziewany, zwlaszcza, ze podloze tez nie bylo latwe. Na drugim punkcie odzywczym znow sie zatrzymalam i wypilam kilka lykow wody. Wiem,ze nie ktorzy nie chca tracic na to czasu i pija w biegu, ale ja strasznie tego nie lubie i wole troche zwolnic. To chyba bylo na 14, czy 15km, bardzo duzo ludzi zreszta wtedy bylo na tym punkcie, wszyscy tacy rozluznieni, co niektorzy pewnie woleliby tam juz  zostac, ale zostalo jeszcze kilka kilometrow. Dwa kolejne kilometry bieglam w towarzystwie nowo poznanej biegaczki, rowniez debiutantki na tym dystansie; fajnie bylo poznac kawalek czyjes biegowej historii i jej wrazenia z trasy. Ostatnie kilka kilometrow mijalo mi bardzo spokojnie, nie dolegaly mi zadne bole. Co jakis czas widzialam grupki kibicow, sporo dzieciakow wyciaga raczki, zeby przybic im piatki - ja robie to za kazdym razem, bo bardzo lubie taka mala wymiane energii i usmiechu. W ogole cala ta otoczka, atmosfera, wlasnie kibice i wreszcie swiadomosc tego, ze spelniam nowe marzenia i robie kolejny krok do przodu w biegowym zyciu dodawalo mi caly czas skrzydel. Bieglam jak natchniona, nie czulam wielkiego zmeczenia, jedyny dyskomfort wynikal z tego, ze bylo mi troche za goraco, ale jakos wytrzymalam. Mimo, ze czulam sie dobrze na trasie, to ulzylo mi gdy zobaczylam tabliczke z napisem 20km, bo wiedzialam, ze to juz na prawde koncowka. Kompletnie stracilam poczucie czasu i bylam ciekawa z jakim czasem wyladuje na mecie. Przebieglam jeszcze kilakset metrow i widze lekki podbieg, domyslam sie, ze to linia mety, bo dookola sporo zachecajacych do walki z samym soba kibicow. Troche przyspieszam, bo chce juz miec za soba ten podbieg, wyprzedzam jeszcze kilka biegaczy, przybijam ostatnia piatke i... i mijam mete! Widze, ze moj czas to cos okolo 02 godzin i 10 minut, (kilkanasnie minut pozniej dostalam sms'a z czasem netto 02:09:29), wolontariusz zawiesza mi medal, a ja przez chwile kibicuje jeszcze innym wbiegajacym na mete. Czuje dume i spora ekscytacje, bo juz wiem, ze mi sie udalo i, ze to dzieki tym wielu treningom na ktore zreszta czasami nie chcialo mi sie isc, a jednak poszlam. Moglabym w tym samym czasie siedziec w domu i tracic czas na rzeczy, ktore nie doprowadzimy by mnie do tego miejsca w ktorym jestem, ale wybralam inna droge i dzieki temu osiagnelam moj najwiekszy biegowy sukces i zwyciezylam z sama soba. To byl wyjatkowy dzien, wyjatkowa chwila i wyjatkowe przezycia.

Po polmaratonie:

Tego dnia jednak nie skoczylam na 21 kilometrach, bo wrocilam jeszcze na trase z p. Ania po Bastiana i Jorde i dzieki temu pierwszy raz w zyciu przebieglam... 25km! Potem oczywiscie  regeneracja, uzupelnienie plynow i tylko male napelnienie zoladka, bo tak samo nie chce mi jesc przed biegiem jak i po :D I oczywiscie to co dobre, zawsze szybko sie konczy i juz niedlugo trzeba bylo sie zbierac do domu, ale wracalam za to z nowymi doswiadczeniami! ;)

Podsumowujac:
To byla moja ostatnia biegowa impreza w 2015 roku i to z pewnoscia byl moj najfajniejszy bieg. W ogole to byl swietny weekend biegowo i nie tylko, spedzony w milym towarzystwie. Lubie taka odskocznie od rzeczywistosci i podejmowanie nowych wyzwan, a polmaraton niewatpliwie byl dla mnie duzym wyzwaniem, konczacym zreszta moj pierwszy biegowy rok. Jesli chodzi o sam bieg, to strasznie mi sie podobal, duza frekwencja, cala organizacja na bardzo dobrym poziomie. Fajnym pomyslem sa rowne koszulki i czapki, w ktorych wszyscy musza biec i sama data biegu, nie ma to jak biegac w Mikolajki! ;) Trasa nie byla latwa, zwlaszcza odcinek w lesie; wystajace korzenie, piach, liczne zbiegi i kamienie, ale dzieki temu bylo ciekawiej. Mi trasa podobala sie bardzo, bo nie mam okazji biegac czesto po lesie i nigdy nie moze byc za latwo, a dzieki temu trzeba bylo troche bardziej z soba powalczyc, wiec i satysfaksja byla wieksza. Duzy plus za  towarzyszace glownym biegom biegi dla dzieci i bieg na 10km - kazdy mogl znalezc cos dla siebie.
Bardzo zauroczyl mnie ten polmaraton i na pewno wroce tam za rok! Mam jeszcze wiekszy apetyt na bieganie, wiec mysle, ze nowy rok bedzie obfitowal w znane juz i nwoe imprezy biegowe, kolejne wyzwania i proby przebicia sie przez mur swych slabosci. Mysle, ze ten polmaraton byl dla mnie zakonczeniem starego roku w dobrym stylu. Wiem juz polmaraton jest w zasiegu moich nog!
Na koniec pozostaje mi tylko powiedziec; ,,To co w nas wiele kosztuje, najlepiej smakuje''.

Kilka zdjec na pamiatke:









  Zabieram sie za zbieranie mysli na temat minionego biegowego roku i planach na nowy rok, a pozniej oczywiscie podziele sie tym tutaj. Wszystkim biegaczom i nie tylko zycze udanego Nowego Roku, bo choc kazdy z nas ma rozne pasje, to  najwazniejsze jest to, zeby je w ogole miec. To one beda napedzac nas zebysmy byli kazdego dnia lepsza wersja siebie wczorajszego i beda dawaly sily na walke o marzenia, cele. Zdrowie przyda sie wszystkim i radosc z codziennosci rowniez, wiec wszystkiego dobrego w 2016 roku!


2 komentarze: